New Amerykah: Part One (4th World War)
2008
Okładka tej płyty jest jedną z najlepszych, jakie widziałem w moim krótkim życiu. Niby to tylko kilka pikseli, a w doskonały sposób oddają treść całej płyty. A treść płyty jest co najmniej równie dobra, co cover jakim została opatrzona. Dla hip-hopowca powinna stanowić klejnot. Dla słuchacza muzyki jako takiej, całkiem ciekawe doznanie. Na przestrzeni 10-u utworów dostajemy mix hip-hopowych i soulowych podkładów m.in od takich producentów jak Madlib czy 9th Wonder. Głos Eryki, jak to głos Eryki. Niesamowicie ciepły i kojący. Album doskonały na wieczorny chillout.
---
Rap Addix
LP
2009
Album, który zajmował mój odtwarzacz przez bardzo długi okres czasu i wciąż do niego powracam. Junes serwuje nam masę przemyślanych linijek. Lawina myśli pod którymi mógłby w pewnych momentach podpisać się chyba niemal każdy. Przez nasze uszy przelatują obrazy zwątpienia, euforii, czy wspomnień. Rozliczenia z przeszłością i teraźniejszością tutaj są po prostu dobitne. Mało kto porwałby się na napisanie takiego utworu jak "Nie mam przyjaciół". Mało czyje teksty są aż tak ekshibicjonistyczne. Za te zapełnione kartki Junes ma u mnie niesamowity szacunek. Album, co ważne, nie samymi tekstami stoi. Objawia się tu geniusz jednej ze wschodzących gwiazd polskiej sceny producenckiej - Soulpete'a, który wyprodukował wszystkie kawałki na płycie. Za przykład podam tylko ten jeden instrumental - klik! Jestem gotów z czystym sercem polecić ten album każdemu. A tych kilka osób, którym go poleciłem już wcześniej (chyba mogę to powiedzieć) jest mi wdzięczne do dziś.


2 komentarze:
Junes jest chyba cholernie niedoceniany i to chyba cholernie dobrze. Wychodząc za granicę sztywnego podziału podziemie-mainstream, chociażby Mes jest przykładem rapera o poglądach kontrowersyjnych, za którego muzyką podąża taaaki kurwa tłum ludzi, którzy często mało mają wspólnego z życiem typa. Zaś Junes - typ o równie chyba mało popularnych poglądach (chociażby "nie mam przyjaciół"), a nie podąża za nim stadko "ej-ja-kurwa-też-ich-nie-mam!". Przynajmniej to stadko nie kręci się gdzieś wokół mnie ;). I rapowanie sobie pod nosem z Junesem smakuje w chuj lepiej niż z Mesem.
Junes to od niedawna mój ulubiony raper. Takie teksty, takie linijki, jakie on kładzie na bit to mistrzostwo. Cynizm, niechęć do ludzi i co tam jeszcze? Tego typu rap nazywałem kiedyś Dirty realism rap albo Transgressive fiction rap.
http://marcinpe.blox.pl/2011/03/Dirty-realism-rap-Transgressive-fiction-rap.html
Prześlij komentarz