Hans! Hans z 52 nagrał solo! Wieść się niesie po wsiach i miastach już od dobrych paru miesięcy. Niestety niesie się kiepsko. Diamentu, platyny, ani złota nie ma. Bieda, chciałoby się rzec. Aż na myśl się nasuwa myśl - jak to możliwe?
Nie mam zielonego pojęcia. Poważnie. Nie mam zielonego pojęcia! Płyta przesłuchana od deski do deski, masa powtórzeń utworów oraz kilometry przebyte z Hansem i jego kompanią na słuchawkach, utwierdziły mnie w przekonaniu, że płyta ta zasługuje na wszelkie błyskotki w kształcie płyt winylowych. Wers za wersem, strofa za strofą, zwrotka za zwrotką i dźwięk za dźwiękiem. Chłonąłem Hansa z wielką przyjemnością.
Znacie nawijkę Hansa? Znacie, prawda? Nie możecie nie znać, skoro czytacie tego bloga. Już teraz was zapewniam, Poznaniak trzyma poziom, który nie spada od lat. Wyrobione przez lata porządne flow, lekkość w nawijce i wszystko to co powinno cechować weterana rapu. On to ma. Słowami sypie, a jakże! Nie dość, że gęsto, to jeszcze z charyzmą. Od strony rapowej, nie ma do czego się przyczepić. Ale wokal to nie tylko rap.
Bo polski hip-hop powoli dorasta. Zaczyna lubić eksperymenty. Hans to mądry facet i żyje muzyką, co słychać. Niestraszne są mu podróże w stronę rocka, czy reggae. Tutaj po raz kolejny muszę gościa pochwalić. Wszelkie wycieczki, czy to reggae-owe, czy to rockowe zdecydowanie się powiodły. Mało kiedy to się zdarza przy okazji świeżych produkcji, że nuciłem jakiś kawałek parę dni po przesłuchaniu płyty. Tutaj tak miałem chociażby w przypadku „Babilonu”. Poza sztywną konwencją jednego z czterech elementów Hans zachowuje się bardzo pewnie. Śpiew to to jeszcze nie jest, ale podśpiewywanie wychodzi mu całkiem dobrze.
Teksty? Po przesłuchaniu płyty, której nazwą jest symbol nieskończoności (vel ósemka), wpuściłem Hansa do mojego własnego panteonu polskich rapowych tekściarzy. Linijki są dojrzałe, pełne trafnych obserwacji i przemyśleń. Raczej nie ma tu kontrowersyjnych stwierdzeń, przynajmniej dla osoby myślącej, która potrafi trzeźwo ocenić polską rzeczywistość. Wyobraźni również nie stymulują abstrakcyjne linijki, a prędzej światła i cienie, czerń i biel, które czają się w każdym wersie. Większość z dziewiętnastu utworów niesie ze sobą morze myśli, a jeśli nie, to po prostu niesamowicie przyjemnie się ich słucha... a i tak mają sporą wartość.
„Zmywam” na ten przykład wprowadza nas do ciemnej sali, w której centrum jest słuchacz, zmywający krew z biało-czerwonej flagi. Tę samą krew, co została przelana przez tłum na poszarpane płótno w Dniu Świra. Niesamowicie mocny i dobitny tekst. „Polak Wyjątkowy Song” niesie ze sobą klimat filmów Koterskiego, a „Sam” jest soundtrackiem samotności. Ciężko coś więcej powiedzieć o tym utworze, po prostu trzeba go posłuchać w ciszy. Moim zdaniem – utwór majstersztyk. Trylogia „Węże” uderza w dwulicowców z wielką siłą. Mógłbym tak pisać o każdej z piosenek, jednak nie chcę zabierać przyjemności z odsłuchu potencjalnemu słuchaczowi, co go a nuż zachęcę do sprawdzenia płyty. Te dwa akapity zwieńczę stwierdzeniem – must listen.
Dźwiękowo? Wazelina mogłaby się lać i lać. Za sprawą podkładów, kilka z utworów przejdzie do kanonu hip-hopu, niewątpliwie. Płyty słucha się bardzo przyjemnie. Kilka razy w uszy rzucają się już dość popularne sample. Poza tym, raczej nie ma się do czego przyczepić. Bardzo solidna produkcja.
Niestety, co do całej płyty, jest pewne duże ale. Chyba nie tylko ja to zauważyłem, a w zasadzie usłyszałem, ale album ma pewien spory mankament. Pierwsza połowa płyty nie trzyma poziomu połowy drugiej. Można odnieść wrażenie, że ta druga połówka jest dojrzalsza, solidniejsza i po prostu lepsza. Gdyby okroić płytę z kilku utworów, dostalibyśmy niekwestionowany klasyk. A tak, mamy „jedynie” bardzo dobry album. Obowiązkowy dla polskiego hip-hopowca.
Reasumując, solówka Hansa jest płytą niesamowicie dobrą, wręcz obowiązkową dla polskiego słuchacza. Warto podkreślić – słuchacza, bo Hans sprawił, że jego materiał powinien spodobać się każdemu Polakowi, co posiada sprawne uszy i dwie półkule mózgowe. I z tego co słyszałem od znajomych nie-hip-hopowców, tak też jest.
Zachęcam też do sprawdzenia płyty Luxtorpedy. Jeszcze więcej rockowego Hansa, w świetnym wydaniu.