Nie wiem czy mam prawo jeszcze tu pisać. Poważnie. Ostatnimi dniami hasło „na bieżąco o hip-hopie” mocno straciło na znaczeniu. Nie, że nic się nie działo. Nie, że płyty, które powychodziły ostatnimi czasy były niewarte wspomnienia na blogu mojej skromnej osoby. Winę raczej zrzucam na mój leniwy tyłek i... brak pomysłu? Chociaż, też nie do końca.
Nie wiem jak was, ale mnie rap ostatnimi czasy dusi. Duszą mnie jego forma, treści, ramy i głuchy krzyk buntu. Ale przede wszystkim te ramy, które sprawiają, że często nie jestem w stanie wyjść z klasyki, by sprawdzać bieżące dokonania mc's. Zamiast słuchać nowego materiału Miuosha – po raz n-ty zasłuchuję się w albumie duetu czarnych gwiazd, czy w ogóle jakimś innym gatunku muzycznym, np. słuchając biblii polskiej muzyki rockowej. Omijają mnie kolejne płyty. Hasło przewodnie bloga coraz bardziej się oddala. Sam przestaję być wiarygodną, nieubezwłasnowolnioną, przenośną informacją hip-hopową. Bo po prostu sam się dowiaduję od innych wokół co w trawie piszczy. Może to i dobrze, kiedyś innego info nie szło dostać.
I tak oto od Lelka, którego pozdrawiam - fana raczej muzyki alternatywnej, rockowej, dowiaduję się, że ostatnio popełniony przez Hansa album definitywnie wart jest przesłuchania i sprawdzenia. Ba! To od niego dowiaduję się o międzygatunkowych wędrówkach poznaniaka, co je popełnia przy okazji współtworzenia Luxtorpedy. Dlatego posypuję głowę popiołem i obiecuję recenzję płyty, której nazwą jest symbol nieskończoności. Dla Was, na zachętę, dorzucam link do rzekomo jednego z najlepszych kawałków na płycie. Po pierwszym odsłuchu płyty stwierdzam, że album jest co najmniej dobry, więc zachęcam:
Poza recką Hansa, pojawi się także kilka słów o Echinacei, jednym z ciekawszych tegorocznych projektów. Kwiat miasta kwitnie.
Zakończę akcentem humorystycznym. Miałem dziś do czynienia z najlepszą parodią polskiego rapu. Polskim Weirdem Al' Yankovicem. Jak? Ano tak:
Respekt i banan na twarzy.
2 komentarze:
Hans jest z Poznania.
Mój błąd. Poprawione.
Prześlij komentarz