Bo PFK Kompany niewątpliwie jest pewnym fenomenem. Z historią składu może identyfikować się masa Polaków urodzonych w latach 80', czy wczesnych 90'. Podejrzewam, że starszych też, z tą tylko różnicą, że subkultura już nie ta. Trójka młodych chłopaków, mających tą samą pasję - H-I-P H-O-P. Pasja, będąca jedynie smyczkiem, który grał na strunach ich dusz, przekuwała dźwięki w genialne teksty. Tak jak tysiące ich późniejszych słuchaczy, dorastali w trudnych warunkach. Problemy z pieniędzmi, alkoholem, szkołą. Niby chleb powszedni, ale w takiej sytuacji świat na ogół wali się na głowę. Tło, które dla rapu ma niesamowicie duże znaczenie. Nadaje prawdziwości, a wszyscy wiemy jaka prawdziwość jest ważna.
W takich warunkach dorastała masa innych raperów. Ale nikt, powtarzam NIKT nie zdobył takiej popularności jak PFK. Właśnie dlatego, że ich historia to tylko tło. A pierwsze skrzypce grała, gra i grać zawsze w takim przypadku będzie muzyka.
Zadaję sobie teraz pytanie – czy warto w ogóle rozwodzić się nad fenomenem Paktofoniki? Cholera jasna! Przecież słuchając „Chwil Ulotnych”, odpowiedź sama nasuwa się na myśl. To muzyka, która broni się sama. A jednak, zawsze nad ich muzyką stał pewien znak zapytania. Śmierć Magika? Że niby tylko niej skład zawdzięcza swoją nieśmiertelność? Bullshit. Zgodzę się, to był katalizator doskonały. Tak już jest w przemyśle muzycznym. Śmierć, najlepiej zagadkowa, doskonale wpływa na sprzedaż. Tworzy legendę artysty i zespołu. Wynosi sprzedaż albumów na szczyty, gwarantuje wszelkie nagrody przemysłu, etc; co naturalnie niesie za sobą wpisy na kartach podręczników gatunku; sprawia, że zespół staje się pozycją obowiązkową i trzeba go znać.
Jak było w przypadku PFK? Był Fryderyk, był skok popularności, była świetna sprzedaż płyty, Magik stał się legendą, a jego śmierć i muzyka obrosły w teorie spiskowe. Śmierć Piotrka Łuszcza miała na te czynniki bardzo duży wpływ. Taka jest naturalna kolej rzeczy w przemyśle muzycznym. Ale tutaj znowu pojawia się znak zapytania, będący tak naprawdę istotą Paktofoniki.
Powiedzcie mi, dlaczego dziś, 26-ego sierpnia 2011-ego roku, po playlistach tysięcy ludzi wciąż śmigają „Priorytety”, „Nowiny” i „Rób co chcesz”? Przecież minęło tyle czasu. Zamiast przeciętnych technicznie Ślązaków, można posłuchać genialnej nawijki Mesa, czy Pyska; jarać się kolejnymi przyspieszeniami Tech N9ne'a i Too $horta; czy słuchać niezwykle charyzmatycznych Pariasów. Rap poszedł do przodu, a jednak kolejne roczniki dzieciaków na pamięć znają zwrotkę Maga z „Jestem Bogiem” i śpiewają z Gutkiem „Ja to ja”.
Odpowiedź jest bardzo prosta. Paktofonika stworzyła masę świetnej muzyki. Na tyle dobrej, że niemal każdy utwór z „Kinematografii” posiada rangę klasyku. Chłopaki stworzyli płytę będącą czymś więcej niż tylko kolejnym hip-hopowym albumem. Nagrali krążek, który za sprawą tekstów i beatów zna każdy, kto dorastał w momencie, gdy wyszła ta płyta, bądź później. Teksty, co jest w rapie niesamowicie ważne, doskonale trafiają do słuchacza. Myśli w nich zawarte niejednokrotnie pokrywają się z tymi, które ma, bądź kiedykolwiek miał odbiorca albumu. Podobnie sprawa ma się z odczuciami i emocjami. One wylewają się z tej płyty i są niesamowicie szczere. Kolejne wersy zabierają nas w podróż przez marzenia, psychikę, wspomnienia; przez codzienność. Działają w podobny sposób jak muzyka Perfectu. Po prostu trafiają do człowieka.
Właśnie w tym tkwi fenomen Paktofoniki. Jest ludzka i uniwersalna. Brzmi - jako muzyka. Nie da się obok niej przejść obojętnie. Chociażby dlatego wciąż w słuchawkach nosimy pierwszą Molestę, "Światła Miasta", czy właśnie „Kinematografię” Paktofoniki. Są ponadczasowe i kultowe dzięki dźwiękom i linijkom.
---
Polecam także zapoznanie się z książką Macieja Pisuka „Paktofonika. Przewodnik Krytyki Politycznej”. Jest to scenariusz do filmu przedstawiającego historię członków i składu PFK. Książka jest opatrzona świetnym wstępem i pozwala spojrzeć na chłopaków i ich muzykę z nieco innego punktu widzenia. Także - gorąco polecam.
3 komentarze:
Kurwa, nigdy o tym nie myślałem. Nigdy nie zadałem sobie pytania, dlaczego PFK jest klasykiem i dlaczego co jakiś czas wracam do "Kinematografii".
Słuchając po raz pierwszy tego albumu od razu odczuwamy, że jest to coś innego. No kurwa, odpalam "Priorytety" i mam takie ciary na plecach i odczuwam taki mistyczny klimat, że nie jestem w stanie takiego czegoś poczuć podczas słuchania innych kawałków. Poza tym, Paktofonika nigdy nie była wtórna. Co więcej, słucham rapu już spory okres czasu i jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby ktoś chciał kserować styl PFK. Przecież bity i te rymy. No one na pewno nie są zwykłe. Nie wiem co w nich jest takiego ale słucham i wiem, że nikt tak nie składał ja oni.
Klasyk pełną gębą. A książkę również polecam. Zjadłem ją w jeden dzień :)
@MPE
albo "pewien okres" albo "pewien czas". Nie istnieje coś takiego jak "okres czasu" ;P
@Nesir
Co do samej książki. Pewnie już wiesz, że jakiś czas temu stuknęły pierwsze klapsy do filmu?
*fixed.
Ano wiem, wiem. Wspomnieć zapomniałem. Zresztą też temat Kalibra pominąłem, co sobie dziś uświadomiłem. Ale mniejsza. Na film jeszcze trochę poczekamy, ciekawią mnie efekty pracy.
Prześlij komentarz