Po niemal dwóch latach oczekiwania w nasze ręce trafia pierwszy album Parias, szeroko zapowiadanego projektu trzech weteranów – Włodiego, Eldo i Pelsona. Dostaliśmy dwanaście kawałków na brudnych, złotoerowych beatach. Przed nabyciem płyty można ją przesłuchać w sieci, na oficjalnym kanale Pariasów, do czego zachęcam. Czy warto było czekać? Jak ostatecznie brzmi chyba najbardziej oczekiwana płyta roku?
Otóż płyta brzmi dobrze. W wywiadach zapowiadany był uliczny materiał na brudnych beatach. Szczur, Sid Roams i zwycięzca konkursu na beat – Kuoter wywiązali się z zadania. Niemal. Z płyty wręcz wylewa się klimat lat 90'. Duża w tym zasługa duetu zza oceanu, który dostarczył beaty do singlowego Dobosza, Moich Ludzi i Plecaka.
Swoją drogą, ciekawa sytuacja wywiązała się z beatem do tego trzeciego kawałka. Sid Roams dało ten beat już wcześniej N.O.R.E. z duetu Capone-n-Noreaga do kawałku „Blam”. Panowie odpowiedzialni za produkcję i rekordy tego beatu wcześniej nie usłyszeli i mówiąc brzydko dali się wydymać, bo kawałek z tym beatem śmiga po YT już od grudnia ubiegłego roku. Zobaczymy jak sprawa się zakończy. Niżej macie linki do obu tracków.
Wracając do warstwy dźwiękowej albumu. O ile beaty są klimatyczne i zaopatrzone w kozackie bębny to... mimo wszystko są to beaty przeciętne. Na płycie nie ma ani jednego bangera. Oczywiście, nie mam na myśli kawałków przy których Rick Ross bujałby bebechem, Lil Jon krzyczał „yeah”, a panienki pływały w rzece szampana i zielonych. Chodzi mi raczej o kawałki chwytające serca i wbijające się w głowę z siłą diamentowego wiertła. Szczur ma na swoim koncie kilka takich pereł produkcyjnych (chociażby Nie pytaj o nią jest jego sprawką) i nie wierzę, że nie zrobił żadnego beatu, który zwyczajnie morduje głośniki. Ostatecznie takich kawałków nie ma i płyta brzmi równo, spójnie i jednocześnie niewiele ponad przeciętnie. Props dla Kuotera za beat do Wzorowy. Przyczepię się jeszcze do Dobosza, do którego podkład brzmi, jakby był kilkukrotnie skompresowany.
Teksty nie zaskakują i nie zawodzą. Płyta miała mówić o omijaniu salonów szerokim łukiem i życiu na własny sposób – mówi. Obietnice zostały spełnione. Niestety, wraz ze spełnieniem obietnic przychodzi lekka irytacja. Bo ile można pisać o tym, jak dużą nienawiścią darzy się rzeczone salony? Ile można krytykować burżuazję i ludzi biznesu? Wystarczy. Tak czy inaczej, o ile charakter tekstów może trochę irytować, to trzeba przyznać, że są to teksty dobre. Nie są łatwe, Pelson, Włodek i w szczególności Eldo gęsto sypią metaforami i zwykle są to metafory inteligentne i trafne. Braggadocio? Proszę bardzo:
Jest nas kilku, mudżahedini dźwięku i słowa
Stado wilków, a zębów nie dasz rady nam spiłować
Kupuję to. Teksty na piątkę. Mogłyby być ciut mniej skomplikowane, ale wymagają wsłuchania się. To dobrze.
Szczerze mówiąc, słuchając płyty od początku do końca, mam wrażenie, że jest to album mocno niedopracowany. Pierwsza sprawa to beaty, o których wspomniałem. Brakuje kawałków totalnie kopiących tyłek, a po dwóch latach wyczekiwania, te 12 kawałków powinno z naszymi tyłkami obchodzić się bez litości. Także sporo trzeba zarzucić nawijce pariasów. Umówmy się, weterani flow nie zmienią. I bardzo dobrze. Ale jeżeli w jakimś tracku się nie trafia w beat, albo gdzieś brakuje akcentu – to się nagrywa jeszcze raz. Nie wymagam od Pelsona, Włodiego i Eldo skillsów Tech N9ne'a, czy Rakima. Chcę solidnie nagranych wokali, dopiętych na ostatni guzik. A niejednokrotnie myślę sobie „Ups, tu chyba należało podnieść głos” albo „Chyba nie zauważyłeś, że właśnie uderzył werbel”. Często ma się wrażenie, że płyta z fazy alfa przeszła bezpośrednio do fazy RC, pomijając fazę beta. To niedobrze. Bardzo niedobrze, w przypadku projektu takich weteranów. Nie idźcie drogą wujka KRS'a.
Jeszcze kilka słów o oprawie albumu, którego jeszcze nie zakupiłem, a kawałki przesłuchałem w necie. Mówiąc szczerze, o tym że nie mam płyty przesądziła jej oprawa. Kiedy wziąłem opakowanie do ręki w Empiku, wydanie potraktowałem trochę jak żart. Digipack wygląda jak równo wycięty kawałek tekturki, w którą wpakowano płytkę i jakieś pozory zeszytu. Pierwsze wrażenie było tragiczne i płytę zwyczajnie odłożyłem. Nie przekonało mnie ledwo widoczne tłoczone logo Parias. Na pewno płytę jeszcze kupię, i to na dniach, ale jak miałem do wyboru książkę i tak brzydko opakowany album – wybrałem książkę, choć do sklepu wszedłem z zamiarem kupienia Pariasu.
Niemniej, wrażenie poprawia się po zapoznaniu z zawartością digipacku (piona, Buru). Zeszyt z liniami w kształcie EKG w samym środku to dosyć ciekawy koncept. Jeszcze bardziej zaskakuje czarna płyta CD z albumem. Czarna z obu stron. Wygląda to bardzo ciekawie i od razu na myśl przywołuje vinylowe płyty. Minus za zapach digipacku (pachnie jak szary papier toaletowy, poważnie!) i fakt, że ciężko się wyjmuje płytę z kieszonki. Wydanie jest ogółem dość ascetyczne i takie miało być w zamierzeniu. Mi się to zbytnio nie podoba. Trzymam się zdania, że opakowanie to także część albumu i powinno zachęcać do jego kupna, ładnie wyglądać i tworzyć zgrabną treść z zawartością płyty. Tutaj spełniony zostaje tylko ostatni podpunkt. A szkoda.
Parias należy ocenić surowo. Warszawskie trio miało masę czasu na dopracowanie płyty pod każdym względem, a mimo to, brak szlifu jest mocno słyszalny. Sam daję albumowi trójkę z plusem. Niemniej, zachęcam do sprawdzenia materiału. Dostajecie dwanaście porządnych, brudno brzmiących tracków. Na pewno nie jest to płyta roku, ale z powodzeniem powinna walczyć o pierwszą piątkę. Jeszcze kilkukrotnie do niej wrócicie.
Zobaczymy jak chłopaki spiszą się dziś w parku Sowińskiego. :)

10 komentarzy:
Osoba która pisała tą recenzję to chyba kompletny laik i ignorant (Skoro to Parias, to nie oczekuj że opakowanie będzie z jakimś mega wydziwnieniami, błyskotkami i chuj wie z czym jeszcze). Płyta jeżeli chodzi o warstwę tekstową jest po prostu miażdżąca. Za każdym kolejnym przesłuchaniem coraz więcej da się wychwycić.. Jeżeli chodzi o podkłady, to dla mnie bomba. Płyta ma klimat, jest spójna, a bity są mocne i brudne. Jeżeli chodzi o flow to Eldo na swoim dobrym poziomie, Pelson coraz lepiej a Włodi wyraźnie podwyższył poprzeczkę. Jest to jedna z lepszych płyt jakie wyszły w ostatnim czasie, jak dla mnie płyta roku !! Ostatnim albumem który wzbudził we mnie takie emocje były ŚWIATŁA MIASTA chociaż wiadomo że koncepcja płyty Grammatika była zupełnie inna. WARTO KUPIĆ TĄ PŁYTE BO WARTO SŁUCHAĆ DOBREGO RAPU. POZDRO.
To twoja opinia. Jak dla mnie Parias to mocny średniak. Beaty nie są złe, ale dupy też należycie nie kopią. Na płytę roku nie ma szans, bo już Mes ją zgarnął. No chyba, że W.E.N.A. utrzyma formę z debiutu i Dużych Rzeczy, a Łona pozostanie Łoną. O stronie tekstowej już się wypowiedziałem. Są dobre lirycznie, ale zwykle to powielanie schematów. Refreny też nie zapadają w pamięć. Ciężko mi się wypowiedzieć o progresie Włodka i Pelsona, bo z jednej strony - dawno nie mieli tak fajnych zwrotek i tak fajnie nie brzmieli, z drugiej... jakoś wolałem Pelsona z Autentyków i niejednokrotnie Włodka z Molesty. Ciężko mówić o progresie u gości, którzy są na scenie 15 lat i jedyne co się u nich zmienia to w zasadzie głos i teksty, a dalej pozostają bez flow.
Sorry, ale ostatnie o czym bym pomyślał i pewnie nie tylko ja, to porównywanie tej płyty do Świateł. To trochę jak niebo i ziemia, nie sądzisz? Mimo, że debiut Grammatika ma już dobre 11 lat, to pod względem produkcyjnym jest to absolutnie jedna z najlepszych płyt w polskim rapie i tylko niektóre dzieła Adasia Ostrowskiego, pozostałe płyty Noona i Eternia mogą z nią konkurować. Parias się nawet do niej nie umywa. :)
Płyta jest dobra, ale na przekroju ostatniego roku wyszło dobrych kilka lepszych płyt. A jakby Parias ukazał się w 2009, to w ogóle by zginął pośród Lavoram, Zamachów i Kawałków o Czymś i o Niczym. Ale to takie gdybanie. Każdy ma własne zdanie. Zgadzamy się co do jednego - Parias należy przesłuchać.
Heh, ja nie porównuje Pariasu i Świateł Miasta tylko pisze że ostatni raz tak katowałem płyte jak wyszły Światła... Ty masz swoją opinię, ja swoją... A propos Mes-a to denerwuje mnie że tak marnuje swój talent i nie zrobił jeszcze płyty na miare swoich możliwości. Stać go na zrobienie albumu który wypierdoli z butów wszystkich słuchaczy... ale troche za dużo bawi się w te plastikowe podkładu itd.
PS. Nadal uważam że Parias to jedna z najlepszych płyt ostatnich lat i powiedz mi prosze kto nie powiela schematów, wśród tych, co siedzą w grze już kilkanoaście lat (Peja-jak mu cięzko, jak mu źle, wychował sie na blokach; Tede - jest bananem, ma kupe kasy i gdzies hejterów; Sokół- w co 2 kawałku stara sie udowodnić że sie nie sprzedał; 0STR- po ponad 10 albumach (nie wiem dokładnie ile) cały czas sie powtarza że lubi zapalić, albo porusza tematy które juz były na jego poprzednich płytach; Gural - gościu od kilknatu lat pierdoli o wszystkim i jednoczesnie o niczym i nadal jest w branży; Jedyny powiew świeżości zawsze wnosi ŁONA i czekam na jego album. Koncepcja Pariasu to miał być atak na establishment i był. Pozdro i sory za przynudzanie i odejście od tematu.
Od momentu premiery Świateł wyszły takie perełki jak Eternia, Najebawszy, Muzyka Klasyczna i Poważna, 3, Koniec Żartów, etc, etc. Słowem masa płyt, które zasługiwały na dłuższe zapętlanie.
Takie pierdolenie o kasie to lekko mówiąc bezsens. Za co mają dzieciaki wykarmić? Muszą zgarniać hajs za płyty, ubrania, koncerty, program w TVN, czy wytwórnię. Zresztą, notkę jeszcze chyba o tym skrobnę.
A schematy są i będą. Nie chcę drugiej Eternii, czy Skandalu. Chcę dopracowanej pod każdym względem płyty, która wypieprzy moje uszy bez skrupułów. Parias taką płytą, w moim przekonaniu, nie jest.
Ja ro szanuje i rozumiem, jak dla mnie jest zajebista i tyle.
Przeczytałem Twoją recenzję masz rację jeśli chodzi o pojechanie pustego plastikowego showbiznesu jest trochę tego sporo, jednak od strony producenckiej nie mogę się zgodzić. Przede wszystkim jestem podwrażeniem przejść ( nie wiem jak w nomenklaturze hh to się nazywa) Kariery Dobosz moim zdaniem idealne. Świetne połączenie kobiecego głosu i mocnego bitu stąd do wieczności i kończącego typowo Commomnowym stylu w sekundę. Powiem tak kiedyś jarałem się światłami miasta kupiełm oryginał choć byłem szczylem 14 lat. umiałem docenić kunszt noona który długo był nie podważony, kilka lat temu pojawili się returnersi i byłem w szoku że polacy umieją robić amerykańskie beaty. Teraz jaram się szczurem bo są kompletnie inne niż te co teraz wydawane ta surowość te mocne cięcia ta rytmika odizolowuje sie od wszystkich beatow robionych na mpc. Podsumuje tak nie musi być płytą roku ale jestem pewny że za 7 lat kupienie tej płyty na rynku wtórnym będzie trzeba wydać tyle ile teraz za światla= zostanie doceniona w swoim czasie tak jak światła miasta
Wiesz, na dłuższą metę, porównywanie płyt, które dzieli taki kawał czasu, to bezsens. Zmieniają się trendy, teksty, flow, głosy, beaty, etc, etc. Porównaj sobie Nastukafszy z Powrócifszy albo Sittin' on Chrome z A Long Hot Summer. Albo lepiej - ogórka z pomidorem. Dziś instrumentale mogą być zrobione lepiej pod kątem technicznym, ale to wcale nie gwarantuje lepszego brzmienia. Nie będę się rozczulał nad wyższością dokonań z lat 90' nad dzisiejszymi. Słyszałem dobre rap płyty z 85', 95' i 05'. Jak dla mnie, Parias w porównaniu z innymi produkcjami z ostatnich lat, wypada dość przeciętnie.
A co do wysokich cen wydawnictwa za kilka lat - nie sądzę. Płyta raczej bankowo będzie reedytowana. Nawet jeśli reedycja będzie miała inną okładkę i zupełnie inny digipack, to pierwsze wydanie nie będzie sprzedawane za więcej niż osiem dych. Zresztą, takie gdybanie. Czas pokaże.
Taka prośba, podpisujcie się w komentarzach.
Jak dużym hipokrytą trzeba być, żeby pisać recenzję płyty i jednocześnie przyznawać się, że się jej nie kupiło?
Recenzja płyty ściągniętej z internetu. Brawo, autorze. Właściwie po tym, jak przyznałeś się, że nie masz płyty, całą "recenzję" można sobie wydrukować i podetrzeć się nią. ;]
Płytę mam od dawna i zdania o niej nie zmieniłem. Zresztą, trzeba mieć kurewsko dobry sprzęt audio, żeby odsłuchiwać płyty faktycznie w najlepszej jakości. Także zapewniam Cię, 80-90% blogowych recenzji jest pisanych po przesłuchaniu płyty ściągniętej z sieci. Czy to krążków polskich, czy zagranicznych. Zwykle parę(naście) dni po przesłuchaniu dobrej, polskiej rap płyty, która jest dostępna na legalu, mam ją na półce. Także nic sobie nie mam do zarzucenia.
A do podcierania tyłka polecam papier toaletowy, mimo wszystko.
Moim zdaniem wszystko związane z tą płytą, co wytyka recenzent jako jej wadę, zostało przez niego prawdopodobnie źle zinterpretowane. Świetne bity, które jednak nie wyrywają człowieka z butów. Świetny design płyty, który jednak nie zachęca do kupienia jeśli nie idziesz do empika konkretnie z zamiarem kupienia tej płyty. Moim zdaniem ta płyta to po prostu 100% rap i założenie jest takie, że ma się "obronić" tylko rapem. Zero reklam, zero kawałków pod publiczkę. Tak jak w "bezczelni" mówi Eldoka - "to jest rap, a recenzentem jest beton".
Prześlij komentarz