środa, 11 maja 2011

Kartka z kalendarza

Oficjalnie możemy stwierdzić, że nadeszła wiosna. Ptaszki ćwierkają, komary wkurwiają i panienki chodzą w szpilkach i sukienkach, bogato prezentując swoje wdzięki. Wybory parlamentarne za pasem i już teraz możemy oglądać lub nie oglądać szopki politycznej. W jej wyniku nie można było obejrzeć na własne oczy meczu Legii z Koroną. No i meczu Lecha, ale przecież Legia to jedyny i ukochany klub, więc kto by się Lechem przejmował? Play-offy powoli wchodzą w fazę decydującą o wyglądzie finałów i już teraz jeziorowcy wyjechali na jeziora łowić ryby (odwiecznym zwyczajem najlepszej ligi koszykarskiej świata). Co poniektórzy pewnie też wypłynęli na ocean Spokojny. Co kto lubi. Prędko nie wrócą. Trójka z Miami jest o krok od wyeliminowania C's, a byki z jastrzębiami i niedźwiedzie z piorunami idą łeb w łeb, w walce o miejsce w finale konferencji. Mówiłem już, że dziewczyny coraz częściej chodzą w sukienkach?

Patrzenia w kalendarz końca nie widać. Dopiero co wychodziliśmy z Parku Sowińskiego zajarani Kwelim i Rahzelem. Czas płynie nieubłaganie. Za nami też koncerty Nasa i Damiena Marleya, Public Enemy i Method Mena. Ale mamy maj 11' i trzy dni temu zakończyło się Warsaw Challenge. Koncerty Parias i Tedego jakoś przeminęły bez echa w porównaniu z De La Soul, które zrobiło na scenie istny ogień. Drugiego dnia się nie zjawiłem i chyba nie żałuję. Ale propsy dla Hocus Pocus za motyw z "Make some noise!".

Jeszcze parę dni do premiery legalnego krążka W do E. Singiel każe nam iść do sklepów 27 maja. Ja chyba pójdę. Ostatnio wróciła mi zajawka na Duże Rzeczy, Wyższego Dobra słuchałem przez cały ostatni rok, a featy chociażby z Ero, czy z Pyskiem, nie schodziły ze słuchawek bardzo długo. I nie schodzą. Swoją drogą, Jimson z ziomkami wypuścił nowy kawałek.  Kilka ciekawych zwrotek, ale flow Jimsona z biegiem czasu, jakby straciło na wielkości cojones. W sumie przydałoby się wrócić do studia na dłużej Panie Redaktor, bo jeszcze nie słyszałem słabej płyty od Pana i wierzę, że jakiegokolwiek LP/EP, by Pan nie nagrał, to będzie leciało u mnie w zapętleniu przez dłuższy czas. I nie tylko u mnie, bo Gorączka w Parku Igieł to wciąż jedna z najlepszych polskich rap płyt. Koniec wazeliny.

Pamiętacie jeszcze trzeciego Adama polskiego rapu? Pod wieloma względami też pierwszego. No tego, no. Tego co walczył z Dużym Pe na słowa w 04' i w tym samym roku wydał kozacki debiut. Tego samego, co znane na pamięć przez wszystkich beaty zapładnia na nowo, a w 2009 nagrał pierwsze albo drugie solo roku. W każdym razie, reedytuje swój podziemny debiut. Okładka wygląda świetnie, a zawartość jest wszystkim dobrze znana. Warto się zaopatrzyć w płytkę, chociażby z sentymentu i szacunku, bo Naturalnie to wciąż jedna z najlepszych płyt rodzimego undergroundu. Album, wraz z koszulką i plakatem, możecie zamówić tutaj.

Wiosna trwa w najlepsze. Wychodzą dobre płyty, dostajemy dobre koncerty, a panienki wciąż pokazują nogi. Na koniec jeszcze kilka kawałków, dobrych na ciepłe dni.

Mos Def & Talib Kweli - K.O.S.
W.E.N.A. & Rasmentalism - Duże Rzeczy
Masta Ace - Take A Walk

Brak komentarzy: