poniedziałek, 2 maja 2011

De La Soul isn't dead

Już w sobotę do Warszawy zawita De La Soul. W przypadku takiego składu cena biletu nie ma żadnego znaczenia. A, że Warsaw Challenge, w Parku Sowińskiego, zwykło być imprezą darmową, w ogóle nie ma mowy o cenie biletu, ani nawet o samym bilecie. Przy okazji, będzie można pobawić się na koncertach TDF'a, Pariasów i VNM'a. W międzyczasie zobaczymy wygibasy polskich b-boys i b-girls, bo generalnie impreza ma formę turnieju breakdance. W zasadzie z całego akapitu można pozostawić tylko pierwsze zdanie. Koncerty polskich MC's będą miały bankowo formę pikniku, a o showtime ze strone De La Soul nie trzeba się martwić.

Następnego dnia, czyli w niedzielę, Warsaw Challenge będzie gościło Hocus Pocus. Francuski skład, który podobno robi furorę swoimi albumami. Podobno, bo sam ich płyt jeszcze nie przesłuchiwałem. Chłopaki grają na żywych instrumentach, czyli tak jak reprezentanci każdego muzycznego gatunku grają od zawsze, a hip-hopowcy od paru lat. No, może co poniektórzy od parunastu. Ukłon dla The Roots, na którch w zasadzie Hocus Pocus się wzoruje, a jeśli nie wzoruje, to brzmi podobnie. Osobiście płyt chłopaków z Francji nie sprawdzałem, ale na YT brzmią dość fajnie. Zobaczymy. Na scenie pojawi się także Hi-Fi Banda, Grubson, Chonabibe Soundsystem i Zaginiony. Nie wiem kim jest zaginiony, Chonabibe też nie kojarzę, ale skoro ich zaprosili, to muszą grać dobrą muzykę. W programie także finały turnieju breakdance ekip z całego świata. Będzie się działo.

Pełny harmonogram imprezy.

Chyba nie muszę wspominać, że warto się pojawić chociażby dla De La Soul? Pjonteczka.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Zjebane to, jak autor tego bloga...