Big L rest in peace!
Pamiętam pierwsze ciarki związane z tymi słowami, gdy usłyszałem je na domowej wieży. Pamiętam ciarki, gdy na ubiegłorocznym Warsaw Challenge na decki trafił vinyl z Full Clip. Publika wtórowała Premo i Kweliemu, by zaraz pogrążyć się w namiastce ekstazy, która miała miejsce pod sceną. W naszych głowach hulał jeden z najlepszych beatów w historii, w hołdzie dla jednego z najlepszych MC. W tym roku usłyszymy Regulate. Co będzie w przyszłym? Mam nadzieję, że nie będzie takich niespodzianek.
Śmierć rapera, czy dowolnego innego muzyka, który wywiera na mnie duże znaczenie po prostu porusza. Gdy umierał Guru, byłem zaledwie gnojkiem jeśli chodzi o staż z Gang Starr w słuchawkach. Zasuwałem po mieście z wielkimi kolubrynami na uszach i bujałem się do Moment of Truth, czy The Ownerz. Nuciłem je z przyjemnością i nauczyłem się rozpoznawać instrumentale Premo „na czuja”. W głowie cały czas miałem wejście Guru z Above The Clouds, kapitalne Skillz, czy klasyczne I'm The Man z Jeru. Najlepszy duet w historii rapu tworzył moją wrażliwość na tę kulturę i muzykę. Z Guru dorastałem. I Guru umarł. Kaput. Nie ma go. I nagle jakby coś się zmieniło. Jazzmatazzy stały się jakoś bardziej zadymione. Zacząłem się zastanawiać co faktycznie może być za tymi chmurami. Może i coś jest. Jeden Guru to wie. W smoki i wróżki nie wierzę. W rap przyprawiający o ciarki już tak. Dziś znowu je miałem przy In Memory Of. Of Guru. Of Nate Dogg.
Jako pryszczate dziecię bujałem się przy legendarnym „Smoke weed every day” Nate Dogga. Do dziś jara mnie klasa z jaką pojawił się na scenie Up In Smoke Tour i zanucił tylko to. Bujam się przy Your Wife, jaram Regulate i nie mogę zrozumieć, że go już nie ma. Jak przeczytałem wiadomość, że odszedł to mną mocno poruszyło. Jakby ktoś chciał wyrwać g-funk z mojego serca. Nie ma mowy. Nate odszedł, ale w hip-hopowych sercach już jest nieśmiertelny, wraz z muzyką, którą tam zaszczepił.
Chłopaki, dziewczyny. Pamiętajcie i słuchajcie. Odeszły od nas wielkie postacie sceny. Wypijcie za nich zdrowie i równie zdrowo bujajcie głowami przy ich trackach. Przynajmniej o to drugie nie trzeba się martwić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz